- Dołączył
- Listopad 28, 2008
- Posty
- 268
- Liczba reakcji
- 11
By? ciemny, zimny wiecz?r, jak to zwykle o tej porze roku. Id?c ulicami miasta da?o si? zauwa?y? ?e nikt przy zdrowych zmys?ach nie wyszed?by na ten mr?z. ?nieg pr?szy? delikatnie tworz?c na oknach pi?kne malowid?a. Z komin?w wydobywa? si? czarny dym.
- Zima.. Przekl?ta pora roku. Nic z niej dobrego, – warkn?? jeden z grupy hobbit?w, kt?rzy akurat zatrzymali si? w karczmie - handel stoi, ludzie siedz? pozamykani w domach, a zapasy ju? jesieni? robili. Co g?upszy tylko teraz beczk?, lub dwie wina kupi.
- Mo?e wi?c i ty powiniene? teraz siedzie? w domu – powiedzia? siedz?cy nieopodal, odziany w grube futro cz?owiek. Ros?y jak na swoj? ras? nawiasem m?wi?c. Gdyby orka obok niego postawi?, to i omy?kowo by mo?na ich pomyli?. Tu? obok niego le?a? pot??ny dwur?czny miecz, kt?ry jednakowo? przy gabarytach w?a?ciciela wygl?da? na lekki niczym puch le??cy za oknem.
- Czy?by? pr?bowa? mnie obrazi? ?a?osny cz?owiecze ? – odgryz? si? nie my?l?c zbytnio cz?onek nizio?kowatych ras, kt?ry widz?c wymowne spojrzenia towarzyszy postanowi? nie by? d?u?ny obeldze – Troszk? szacunku ! Bez nas to wszyscy by?cie pomarli z g?odu ! – nie lubi? takich sytuacji, lecz musia? zachowa? autorytet w?r?d swoich ziomk?w.
- Zwa?aj na s?owa.. W karczmie sami?my, a wy dla mnie ?adn? przeszkod? – powiedzia? spogl?daj?c z pogard? na reszt? hobbit?w, kt?rzy ewidentnie szykowali si? do burdy.
- Taki? pewny swych s??w ? – powiedzia? jeden z handlarzy, siedz?cy przy oknie, do tej pory s?cz?cy piwo z kufla, kt?re najwidoczniej doda?o mu odwagi – Wi?c mo?e pojedynek ma?y stoczymy ? S?dz? ?e mamy tutaj wystarczaj?co..Ughhh – zdania nie sko?czy?, gdy? towarzysze ju? rzucili si? na niego zas?aniaj?c mu usta.
- Zamknij si? Thir, – szepn?? jeden z nich do odwa?nego pijaczyny – z takimi lepiej nie zaczyna?.
- Wybacz mi Panie zachowanie jednego z Nas. Wiesz pewnie ?e piwo skrzyde? dodaje niejednemu, a p??niej du?o wi?cej przycina. – pr?bowa? wybrn?? z sytuacji lider kupc?w – Mam nadziej? ?e b?dziesz mie? nam tego za z?e. – zamilk? na chwilk?, jakby w oczekiwaniu na to ?e wojownik rzuci si? na nich i powyrzyna co do jednego. Nic jednak si? nie sta?o, wi?c kontynuowa? przemow? – Przyjmij prosz? od Nas ten skromny podarunek, by?my mogli zapomnie? o tej nieprzyjemnej dla nas obojga sprawie. – zacz?? nerwowo szpera? w pakunkach. Po chwili wy?oni? si? z nich wyci?gaj?c niewielk? szkatu?k? wykonan? z niesamowit? precyzj? z nieznanego ?adnemu z obecnych drewna.
- Prosz?. Oto nasz dar dla Ciebie – powiedzia? hobbit, lecz, gdy podawa? nieznajomemu szkatu??, jego r?ce trz?s?y si? jakby kto wrzuci? go nagiego do lodowatego jeziora na zewn?trz.
Cz?owiek wci?? siedzia?, nic nie m?wi?c. Wpatrywa? si? tylko w podarunek. Nagle jego oczy zab?yszcza?y, z?apa? szkatu??, oraz miecz i wyskoczy? z karczmy biegn?c brukowan? drog?
w stron? zachodniej bramy.
Mija? domy ludzi, kt?rzy byli zbytnio zaj?ci codziennymi zaj?ciami by widzie? co si? szykuje. Min?? budynek zamtuza, sk?d przez drewniane ?ciany mo?na by?o wys?ysze? piski rozochoconych dziewcz?t, oraz ?piewy pijanych zbocze?c?w, kt?rych w?asna baba ju? nie zadowala. Min?? o?nie?one mury miasta. O tej porze nie by?o tam ?ywej duszy. Tak jak si? spodziewa?. Wybieg? na o?nie?on? drog?, kt?ra tu? za bramami dzieli?a si? na dwie mniejsze. Stan?? na rozdro?u rozgl?daj?c si?. Jedna z nich prowadz?ca do lasu, w kt?rym ?y?y driady, wilki, oraz b?g wie co jeszcze, mimo du?ej odleg?o?ci do lasu ju? przyozdobiona by?a kilkoma o?nie?onymi ?wierkami. Druga, troszk? szersza to szlak handlowy, kt?rym – je?eli si? nie myli? – przybili hobbici. Prowadzi?a w stron? niewielkiej farmy, i dalej na prze??cz. Z stamt?d udaj?c si? na wsch?d dotrze? mo?na by?o do Morza.
Wydawa? by si? mog?o ?e zim? nikt nie mia? tam czego szuka?, lecz to w?a?nie do port?w wi?kszo?? rzemie?lnik?w podr??owa?a w drugiej po?owie roku. Morze nigdy nie zamarza?o, wi?c ca?y rok kwit?o tam rybo??wstwo. Latem rybacy ?owi? ?ososie, oraz ?ledzie, zim? za?, jesiotry, oraz dorsze.
Kowali ci?gn??o tam, bo zawsze przyda si? nowa kotwica, czy chod? by kord do walki na morzu, czy zwyk?y garnek dla kucharza okr?towego. Zacz?? pada? ?nieg. Delikatne p?atki ?niegu na twarzy wyrwa?y go z zamy?lenia. Popatrzy? w niebo, po czym zza pazuchy wyci?gn?? niewielki zwijek papieru :
Miecz dotychczas trzymany w d?oni przepi?? stalow? klamr? przez plecy. Wszystko to trzyma?o si? na sk?rzanym pasie. Kilka razy wyci?gn??, oraz chowa? miecz, by sprawdzi? sprawno?? obrony. Z pod kubraka wyj?? niewielkie pude?eczko otrzymane przez hobbit?w.
- Co w tym takiego wa?nego ? – zapyta? w eter.
Po chwili ponownie wyrwa? si? z rozmy?la? na temat tajemniczego prezentu i szybkim krokiem uda? si? w stron? miasta portowego.
By?o oko?o p??nocy, gdy mija? jak?? jaskini?. Nie wa?nym by?o tak naprawd?, czy zamieszka?a jest przez nied?wiedzia, Orka, czy inn? besti?. By? najemnikiem. Nie m?g? si? ba?, a noc przetrwa? trzeba. Wszed? delikatnie, tak by przez przypadek zwierza nie zbudzi?, ani w ?adn? pu?apk? nie wpa??, gdyby kto? tutaj obozowa?. Rozejrza? si? dok?adnie. Nie zauwa?y? jednak niczego co by mog?o jego uwag? przyku?. Przeszed? si? po okolicy w poszukiwaniu suchych patyk?w.
- Od biedy wystarczy na kilka godzin. – westchn?? – No trudno. Jako? wytrzymam.
Wyci?gn?? z zaczepionej przy pasie kieszeni hubk?, oraz krzesiwo. Gdy wykrzesa? iskr? rozpali? ognisko. Zmontowa? tak?e prowizoryczne wahad?o z miecza, kt?re zwalnia?o si?, gdy tylko kto? nast?pi? na link?. Nie do??, ?e wystraszy to na pewno nocnych poszukiwaczy, to i obudzi go ha?as jaki zrobi miecz, kt?ry odbija? si? b?dzie od ska?. Roz?o?y? prowizoryczny ?piw?r, z pasa wyj?? kozik i po?o?y? si? spa?.
Sen przyszed? szybko. Niespodziewanie. Jednak nie przy?ni?o mu si? nic. Dziwnym zjawiskiem by?o to dla niego, gdy? sny od dawien dawna miewa?. Czasem g?upawe, chod? by takie, gdzie ca?y dzie? ugania? si? za kotem, bo takie dosta? zadanie od b?azna. Normalnie nie wykona?by go, lecz wiadomo jak to w snach. Cz?owiek g?upie rzeczy robi.
Rano obudzi? si? wyspany. Wydaje si? ?e w nocy nie mia? ?adnych go?ci. Z pal?cego si? ogniska zosta?a tylko niewielka kupka popio?u. Spojrza? na wschodz?ce s?o?ce. By?o oko?o godziny 8 rano. Nast?pnie rzuci? okiem na prze??cz
- P?? dnia drogi – rzuci? od niechcenia –Mog?em kupi? konia.
Zebra? w sobie si?y i wzi?? g??boki oddech wdychaj?c rze?kie, zimne powietrze i ruszy? szybkim krokiem przed siebie. Mimo du?ych ch?ci straci? zapa? do marszu po pierwszych kilkunastu milach marszu. Buty zacz??y mu przemaka?, ostry mr?z mrozi? uszy, i do tego ten denerwuj?cy ?nieg, kt?ry zacz?? pada?, ca?kiem nie dawno. Od pewnego czasu czu? tak?e na swoich plecach czyj?? obecno??. By?o to do?? uci??liwe, wi?c w ko?cu odwr?ci? si? na pi?cie
i krzykn?? na ca?e gard?o : „Dobra ! Wiem ?e tam jeste?cie ! Wy?a?cie kimkolwiek jeste?cie !”
I wtedy ?wiat?o zgas?o.
- Zima.. Przekl?ta pora roku. Nic z niej dobrego, – warkn?? jeden z grupy hobbit?w, kt?rzy akurat zatrzymali si? w karczmie - handel stoi, ludzie siedz? pozamykani w domach, a zapasy ju? jesieni? robili. Co g?upszy tylko teraz beczk?, lub dwie wina kupi.
- Mo?e wi?c i ty powiniene? teraz siedzie? w domu – powiedzia? siedz?cy nieopodal, odziany w grube futro cz?owiek. Ros?y jak na swoj? ras? nawiasem m?wi?c. Gdyby orka obok niego postawi?, to i omy?kowo by mo?na ich pomyli?. Tu? obok niego le?a? pot??ny dwur?czny miecz, kt?ry jednakowo? przy gabarytach w?a?ciciela wygl?da? na lekki niczym puch le??cy za oknem.
- Czy?by? pr?bowa? mnie obrazi? ?a?osny cz?owiecze ? – odgryz? si? nie my?l?c zbytnio cz?onek nizio?kowatych ras, kt?ry widz?c wymowne spojrzenia towarzyszy postanowi? nie by? d?u?ny obeldze – Troszk? szacunku ! Bez nas to wszyscy by?cie pomarli z g?odu ! – nie lubi? takich sytuacji, lecz musia? zachowa? autorytet w?r?d swoich ziomk?w.
- Zwa?aj na s?owa.. W karczmie sami?my, a wy dla mnie ?adn? przeszkod? – powiedzia? spogl?daj?c z pogard? na reszt? hobbit?w, kt?rzy ewidentnie szykowali si? do burdy.
- Taki? pewny swych s??w ? – powiedzia? jeden z handlarzy, siedz?cy przy oknie, do tej pory s?cz?cy piwo z kufla, kt?re najwidoczniej doda?o mu odwagi – Wi?c mo?e pojedynek ma?y stoczymy ? S?dz? ?e mamy tutaj wystarczaj?co..Ughhh – zdania nie sko?czy?, gdy? towarzysze ju? rzucili si? na niego zas?aniaj?c mu usta.
- Zamknij si? Thir, – szepn?? jeden z nich do odwa?nego pijaczyny – z takimi lepiej nie zaczyna?.
- Wybacz mi Panie zachowanie jednego z Nas. Wiesz pewnie ?e piwo skrzyde? dodaje niejednemu, a p??niej du?o wi?cej przycina. – pr?bowa? wybrn?? z sytuacji lider kupc?w – Mam nadziej? ?e b?dziesz mie? nam tego za z?e. – zamilk? na chwilk?, jakby w oczekiwaniu na to ?e wojownik rzuci si? na nich i powyrzyna co do jednego. Nic jednak si? nie sta?o, wi?c kontynuowa? przemow? – Przyjmij prosz? od Nas ten skromny podarunek, by?my mogli zapomnie? o tej nieprzyjemnej dla nas obojga sprawie. – zacz?? nerwowo szpera? w pakunkach. Po chwili wy?oni? si? z nich wyci?gaj?c niewielk? szkatu?k? wykonan? z niesamowit? precyzj? z nieznanego ?adnemu z obecnych drewna.
- Prosz?. Oto nasz dar dla Ciebie – powiedzia? hobbit, lecz, gdy podawa? nieznajomemu szkatu??, jego r?ce trz?s?y si? jakby kto wrzuci? go nagiego do lodowatego jeziora na zewn?trz.
Cz?owiek wci?? siedzia?, nic nie m?wi?c. Wpatrywa? si? tylko w podarunek. Nagle jego oczy zab?yszcza?y, z?apa? szkatu??, oraz miecz i wyskoczy? z karczmy biegn?c brukowan? drog?
w stron? zachodniej bramy.
Mija? domy ludzi, kt?rzy byli zbytnio zaj?ci codziennymi zaj?ciami by widzie? co si? szykuje. Min?? budynek zamtuza, sk?d przez drewniane ?ciany mo?na by?o wys?ysze? piski rozochoconych dziewcz?t, oraz ?piewy pijanych zbocze?c?w, kt?rych w?asna baba ju? nie zadowala. Min?? o?nie?one mury miasta. O tej porze nie by?o tam ?ywej duszy. Tak jak si? spodziewa?. Wybieg? na o?nie?on? drog?, kt?ra tu? za bramami dzieli?a si? na dwie mniejsze. Stan?? na rozdro?u rozgl?daj?c si?. Jedna z nich prowadz?ca do lasu, w kt?rym ?y?y driady, wilki, oraz b?g wie co jeszcze, mimo du?ej odleg?o?ci do lasu ju? przyozdobiona by?a kilkoma o?nie?onymi ?wierkami. Druga, troszk? szersza to szlak handlowy, kt?rym – je?eli si? nie myli? – przybili hobbici. Prowadzi?a w stron? niewielkiej farmy, i dalej na prze??cz. Z stamt?d udaj?c si? na wsch?d dotrze? mo?na by?o do Morza.
Wydawa? by si? mog?o ?e zim? nikt nie mia? tam czego szuka?, lecz to w?a?nie do port?w wi?kszo?? rzemie?lnik?w podr??owa?a w drugiej po?owie roku. Morze nigdy nie zamarza?o, wi?c ca?y rok kwit?o tam rybo??wstwo. Latem rybacy ?owi? ?ososie, oraz ?ledzie, zim? za?, jesiotry, oraz dorsze.
Kowali ci?gn??o tam, bo zawsze przyda si? nowa kotwica, czy chod? by kord do walki na morzu, czy zwyk?y garnek dla kucharza okr?towego. Zacz?? pada? ?nieg. Delikatne p?atki ?niegu na twarzy wyrwa?y go z zamy?lenia. Popatrzy? w niebo, po czym zza pazuchy wyci?gn?? niewielki zwijek papieru :
„Szkatu?ka ma jak najszybciej znale?? si? w Riben. Nie wa?ne za jak? cen?. ?rodki tak?e nie maj? znaczenia. Nie musisz si? w?a?ciwie o nic obawia?. No chyba ?e nie wykonasz zadania.”
Miecz dotychczas trzymany w d?oni przepi?? stalow? klamr? przez plecy. Wszystko to trzyma?o si? na sk?rzanym pasie. Kilka razy wyci?gn??, oraz chowa? miecz, by sprawdzi? sprawno?? obrony. Z pod kubraka wyj?? niewielkie pude?eczko otrzymane przez hobbit?w.
- Co w tym takiego wa?nego ? – zapyta? w eter.
Po chwili ponownie wyrwa? si? z rozmy?la? na temat tajemniczego prezentu i szybkim krokiem uda? si? w stron? miasta portowego.
By?o oko?o p??nocy, gdy mija? jak?? jaskini?. Nie wa?nym by?o tak naprawd?, czy zamieszka?a jest przez nied?wiedzia, Orka, czy inn? besti?. By? najemnikiem. Nie m?g? si? ba?, a noc przetrwa? trzeba. Wszed? delikatnie, tak by przez przypadek zwierza nie zbudzi?, ani w ?adn? pu?apk? nie wpa??, gdyby kto? tutaj obozowa?. Rozejrza? si? dok?adnie. Nie zauwa?y? jednak niczego co by mog?o jego uwag? przyku?. Przeszed? si? po okolicy w poszukiwaniu suchych patyk?w.
- Od biedy wystarczy na kilka godzin. – westchn?? – No trudno. Jako? wytrzymam.
Wyci?gn?? z zaczepionej przy pasie kieszeni hubk?, oraz krzesiwo. Gdy wykrzesa? iskr? rozpali? ognisko. Zmontowa? tak?e prowizoryczne wahad?o z miecza, kt?re zwalnia?o si?, gdy tylko kto? nast?pi? na link?. Nie do??, ?e wystraszy to na pewno nocnych poszukiwaczy, to i obudzi go ha?as jaki zrobi miecz, kt?ry odbija? si? b?dzie od ska?. Roz?o?y? prowizoryczny ?piw?r, z pasa wyj?? kozik i po?o?y? si? spa?.
Sen przyszed? szybko. Niespodziewanie. Jednak nie przy?ni?o mu si? nic. Dziwnym zjawiskiem by?o to dla niego, gdy? sny od dawien dawna miewa?. Czasem g?upawe, chod? by takie, gdzie ca?y dzie? ugania? si? za kotem, bo takie dosta? zadanie od b?azna. Normalnie nie wykona?by go, lecz wiadomo jak to w snach. Cz?owiek g?upie rzeczy robi.
Rano obudzi? si? wyspany. Wydaje si? ?e w nocy nie mia? ?adnych go?ci. Z pal?cego si? ogniska zosta?a tylko niewielka kupka popio?u. Spojrza? na wschodz?ce s?o?ce. By?o oko?o godziny 8 rano. Nast?pnie rzuci? okiem na prze??cz
- P?? dnia drogi – rzuci? od niechcenia –Mog?em kupi? konia.
Zebra? w sobie si?y i wzi?? g??boki oddech wdychaj?c rze?kie, zimne powietrze i ruszy? szybkim krokiem przed siebie. Mimo du?ych ch?ci straci? zapa? do marszu po pierwszych kilkunastu milach marszu. Buty zacz??y mu przemaka?, ostry mr?z mrozi? uszy, i do tego ten denerwuj?cy ?nieg, kt?ry zacz?? pada?, ca?kiem nie dawno. Od pewnego czasu czu? tak?e na swoich plecach czyj?? obecno??. By?o to do?? uci??liwe, wi?c w ko?cu odwr?ci? si? na pi?cie
i krzykn?? na ca?e gard?o : „Dobra ! Wiem ?e tam jeste?cie ! Wy?a?cie kimkolwiek jeste?cie !”
I wtedy ?wiat?o zgas?o.
Ci?g dalszy nast?pi...
Nazwa jest wymy?lona na szybko - by? mo?e poddacie mi jaki? pomys? ;p
Nazwa jest wymy?lona na szybko - by? mo?e poddacie mi jaki? pomys? ;p


Ale ocenie dopiero kiedy wyjdzie nast?pna cz???;]
s? hobbici jest karczma no i jest nieznajomy
pozdrawiam...